Zero zmian

Minęło dziesięć dni i nic nie zmieniło się. Waga nie zmieniła się. Przy dotychczasowych założeniach to porażka. To co „zarobię” i uda mi się zrzucić w trakcie tygodnia, trwonię podczas weekendów, gdy mam zbyt swobodny dostęp do szafek i lodówki. Huśtawka trwa nadal. Z rzeczy pozytywnych mogę odnotować, że udało mi się wdrożyć w jeżdżenie na rowerze. Jeżdżę codziennie lub co drugi dzień robiąc około 10 kilometrów. Mam dość ciężki górski rower, dopiero zacząłem go ulepszać i to nadal będzie trwało.

Zawsze zastanawiałem się, skąd w Polakach bierze się tyle negatywnej energii. Gdy wyjedzie się na warszawskie ulice bardzo łatwo spotkać kierowcę, którego poziom agresji jest tak wysoki, że o wybuch bardzo łatwo. Szwagier, który mieszkał parę miesięcy w Norwegii opowiadał o pozytywnych wibracjach między ludźmi i pozytywnym nastawieniu do innych. Mówił też o tym, że żyją aktywnie, biegają, jeżdżą, uprawiają różne sporty. Sam to widzę teraz. Podczas urlopu regularnie pykałem w badmintona i spacerowałem. Po powrocie udało mi się odnowić pasję i regularnie jeżdżę na rowerze. Poziom agresji (1-10) – trzy. Poziom stresu – trzy. Poziom zadowolenia z życia – osiem. Gdy wjeżdża się pod pochyłą górkę, która wyciska siódme poty i przyspiesza oddech, to nie ma się ochoty na robienie czegokolwiek złego komukolwiek innemu. Walczyć mam ochotę najwyżej z własną słabością, z nikim innym.

Dodaj komentarz