Postępy część 5

Stan na dziś to 118.8kg, zmieniało się to jak na wykresie poniżej:

Wykres wagi
Wykres wagi

Uporządkowałem swoje źródło danych potrzebnych do wykreślenia wykresu i okazało się, że waga spada w tempie 0.8kg na tydzień. Teraz spadek stracił swój impet, ale nadal utrzymuje się w zadanym zakresie. Liczę się z tym, że teraz po przekroczeniu 10kg zrzutu tłuszczu mogą się pojawić problemy z tempem – może zmaleć, ale nie przejmuję się tym. Najwyżej zmodyfikuję wykres 🙂 Patrząc na wykres, to przypuszczalnie 17 listopada waga spadnie poniżej 115kg, ale staram się nie przywiązywać się do tej liczby i daty. Jeśli uda się to będzie super, jeśli nie, ale ciągle będzie utrzymywać się spadek wagi to równie dobrze.

Nadal jem posiłki o regularnych porach, zaczynając od dużego posiłku, gdzie jedyny raz jem kanapki z chleba pełnoziarnistego. Po czterech godzinach mała przegryzka, po kolejnych dwóch całkiem spory obiad, w którym nie znajdzie się ziemniak, ale głównie warzywa z obowiązkową surówką (czasem kasza) i mięso. Wieczorem mini kolacja z kawałka sera czy też mięsa, ale nie później niż cztery godziny przed snem. A potem już nic. Tabela produktów z ich indeksami glikemicznymi w jednej kieszeni, główne założenia diety Montignaca w drugiej. Nie zwracam żadnej uwagi na kalorie, jeszcze raz podkreślę ŻADNEJ, przy tym nie chodząc w ogóle głodnym.
Jedynie w jeden dzień w tygodniu (sobota albo niedziela) pozwalam sobie na niewielkie rozluźnienie dyscypliny, co skutkuje pałaszowaniem normalnie zakazanych słodyczy. Ale tylko raz i najlepiej przed większym wysiłkiem.

Nadal jeżdżę na rowerze, zgodnie z powiedzeniem bodaj Norwegów, że nie ma złej pogody, ale tylko nieodpowiednie ubranie. Wymieniony wcześniej półgolf dopełniam polarową bluzą The North Face, cienkimi polarowymi rękawiczkami i czapką. Do tego bawełniane spodnie treningowe, ale niestety są one najsłabszym punktem ubioru. Przepuszczają wiatr przy jednoczesnym powodowaniu pocenia się. Szczególnie dupsko marznie, spodnie są na szczycie listy rzeczy do wymiany. Gdy zrobi się jeszcze zimniej mam jeszcze kurtkę polarową, która w kombinacji z dotychczasowymi ubraniami powinna wystarczyć nawet na małe mrozy. Rower został doposażony w opony z grubym bieżnikiem (wcześniej gładkie slicki) i plastikowe błotniki. Okazuje się także właśnie teraz jest fantastyczny moment na szukanie i kupowanie akcesoriów rowerowych. Parę dni temu w Lublinie w Tesco można było kupić komplet błotników za 7zł, bidon za 5zł, licznik trzynastofunkcyjny za 10zł, czy dzwonek za 2.4zł. Za parę złotych można nieźle obkupić się.

Jeszcze wrócę na chwilę do odżywiania – codziennie jem obiad około południa. Jako że stołuję się w centrum Warszawy, to za dobry zestaw obiadowy płacę codziennie około 20zł. Cóż, kiedyś radziłem sobie bez tego, ale dupsko rosło. W południe głodowanie, a wieczorem odkurzacz szafkowo-lodówkowy. To naprawdę bardzo ważne, aby twój organizm nabrał do ciebie samego zaufania, że nie zamierzasz go głodzić i jak tylko będzie głodny to dasz mu coś do przegryzienia (oczywiście inaczej jest wieczorem). Zauważyłem, że jak w dzień poczuje się głód i ma się wybór nic albo cokolwiek, to lepiej zjeść to cokolwiek, nawet jeśli jest nieprawidłowe z punktu widzenia diety.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.