Wyjazd dwudniowy

Dłuższy wyjazd na razie nie wchodzi teraz w grę ze względu na różne zobowiązania, ale nic nie stoi na przeszkodzie dla wyjazdów krótszych. Wyjazd w piątek po południu, powrót dnia następnego. Ekwipunek wziąłem pełny, wystarczyłby na dużo dłuższy wyjazd. Wziąłem za dużo szpeju, ale chodziło też o to, żeby przetestować to co już mam.

Pierwszego dnia wyjechałem o 14tej, jechałem po drogach bocznych, ale głównie po lasach. Wyszło do przejechania ponad sto kilometrów, trasa wyznaczona przy pomocy GoogleMaps przy włączonej opcji rowerowej. Poza jednym skrótem, wyznaczonym przez mocno piaszczystą drogę, trasa była rewelacyjna. Pod koniec wynikła mała panika, bo zaszło słońce i minęła 21sza a ja nie miałem miejsca na spanie. Przejeżdżałem koło zbiorników wodnych, którym towarzyszyły gigantyczne komary. Mocno już zaczęło się ściemniać i w końcu 21.30 dojechałem do lasu, który nadawał się do rozbicia obozu. Odwrócony rower, rozbity na tym tarp i można iść spać. Jeszcze nigdy tak szybko nie kładłem się spać. W nocy temperatura spadła do około 9 stopni i okazało się, że mój śpiwór kilogramowy syntetyczny FN o temperaturze komfortowej 8 stopni okazał się minimalnie niewystarczający. Być może wynikało to ze zmęczenia i głodu, ale muszę wziąć to pod uwagę następnym razem. Rano wstałem i ruszyłem z powrotem i pękła druga setka na powrocie.

Co sprawdziło się:

  • Saperka – jak nocujesz „w krzakach” coś trzeba zrobić jako zastępstwo toalety i mała składana była rewelacyjnym rozwiązaniem
  • Kuchenka spirytusowa – mała, lekka zrobiona z puszki po żarciu dla kota z wywierconymi otworami w zestawie ze stalowym kubkiem 0.7 z pokrywką sprawowała się rewelacyjnie. Minimalistyczna gazowa była w odwodzie. W zestawie z krzesiwem zestaw prawie idealny.
  • Jedzenie LYOFOOD – posiłek bardzo smaczny, choć wymaga kuchenki do zagotowania wody i czasu na namoknięcie. Poza tym smakuje rewelacyjnie. Jak dla mnie tylko muszę pamiętać, żeby brać największą porcję BIG oraz żeby było w nim wszystko – węglowodany, tłuszcze i wkładka białkowa.
  • IPhone – ósemka ma taką poważną zaletę nad poprzednimi modelami – jest wodoszczelna. Telefon robi za komputerek rowerowy – przebieg, prędkość, kadencja, puslometr w połączeniu ze Stravą. Dodatkowo robił za nawigację z pomocą wcześniej wspomnianych GMaps. W planach mam go zatrudnić również do interwałów.
  • Powerbank – na dwudniowy wyjazd wystarczył jeden powerbank Xiaomi 10000, który dodatkowo obsługiwał po zmroku lampkę przednią USB. I sprawdziło się to z lampką z Allegro. Pomysł ściągnięty od Rafała z „Wciąż w drodze”.
  • Dużo wody – z domu wziąłem 3×1.5 litra mocno zmineralizowanej, po drodze dokupiłem jescze 1.5. Jeszcze 0.7 izotonika w bidonie. Patent z robieniem izotonika w drodze z mineralnej i tabletki musującej magnezowejPlusssz całkiem fajny, tylko musze poszukać coś z prawdziwym cukrem, nie słodzikiem.

Co trzeba poprawić:

  • Koło – podczas szybkiej jazdy po utwardzonej drodze usłyszałem potężne jakby pociągniecie za grubą strunę. Nic więcej, rower jechał dalej. Po godzinie znów to samo. Wróciłem do domu bez problemu. Po paru dniach wziąłem odciążony już rower na małą przejażdżkę i jadąc po idealnie równym asfalcie wyczułem bicie na tylnym kole – obręcz zwichrowana! I to dużo. A te dwa strzały w trakcie jazdy to były pękające szprychy. Co ciekawe, na tarczy hamulcowej nie było tego czuć zupełnie, takie cuda. Koło do wymiany, czekam na odbiór roweru.
  • Tarp – zdecydowałem się nie brać namiotu, ale tarp. Po ciemku i na chybcika rozłożenie płachty na rowerze totalnie mi nie wyszło. To muszę jeszcze poćwiczyć, bo to rozwiązanie ma duży potencjał z powodu 6 razy niższej wagi i mniejszej objętości w porównaniu do namiotu.
  • Redukcja rzeczy – na pewno następnym razem wezmę dużo mniej rzeczy, co się będzie równać mniejszemu ciężarowi
  • Bielizna ciepła – remedium na chłodniejszą noc będzie ciepła bielizna z długimi nogawkami i rękawami – już przyszła.
  • Zegarek – wziąłem 25letni zegarek elektroniczny SHARP. Działał dobrze, był lekki, ale w nocy nic nie dało się z niego odczytać, nie miał żadnego podświetlenia. Nowy z mocnym LED już zamówiony u Chińczyka.
  • Odstraszacz komarów – stosowałem Pyramid Repel 50, który nie odstraszał wszystkich przybyszów. Było lepiej niż bez, ale nie idealnie. W połączeniu z otwartym tarpem nie dawało to całkowitego spokoju. Potrzebne coś mocniejszego – kupiona Mugga Strong – zobaczymy
  • Zapięcie na rower – nawet najprostsze, na kod nie kluczyk, żeby można wejść na chwilę do sklepu – kupione.

Kolejny wyjazd wkrótce.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.