Droga przez … śnieg

W ciągu ubiegłego weekendu przejechałem ponad tysiąc kilometrów polskimi drogami. W piątek trasą Warszawa-Lublin, w sobotę Lublin-Muszyna, a w niedzielę Muszyna-Warszawa. To był jeden z gorszych momentów na wybranie się w taką podróż, ale cóż, nie było wyboru. Temperatura odrobinę poniżej zera, wiatr i sypało nieustannie. Na szczęście nie musiałem jeździć po zmroku, a i drogowcy starali się. Niestety, był odcinek drogi gdzie pomimo stosunkowo lepszych warunków pogodowych Panowie drogowcy totalnie olali sprawę – odcinek drogi pomiędzy Wojniczem i Zawadą Lanckorońską (na południe od Wojnicza) wołał o pomstę do nieba zarówno w sobotę, jak i w niedzielę, a jest to odcinek trasy Tarnów – Nowy Sącz. Pierwszego dnia nie odśnieżano chyba w ogóle – jechało się w głębokim śniegu, w którym samochody wyżłobiły kołami koleiny wypełnone błotem śniegowym. Co chwilę samochód szurał podwoziem o wystające zaspy. W koleinach dodatkowo pod błotem co chwilę znajdowały się łaty lodowe. Jadąc w tych warunkach samochód często był niesterowny. W niedzielę na tej trasie nie było dużo lepiej – gruba warstwa śniegu owszem została usunięta, ale na skutek zaniedbania z poprzedniego dnia na całym odcinku na jezdni znajdowała się warstwa ubitego śniegu, który bardzo przypominał lód. Drogowcy nawet nie udawali, że starają się posypać go suto posypać piaskiem czy solą. Gratuluję!

Gdy wyjeżdżałem w niedzielę z Muszyny padało nieprzerwanie od kilkudziesięciu godzin, warunki były ciężkie. Praktycznie do Nowego Sącza jazda była bardzo trudna, wymagała niemałych umiejętności i ciągłej uwagi. Dobrym pomysłem było zaopatrzenie się w łańcuchy na koła, co też niektórzy zrobili. Drogowcy wkładali jednak mnóstwo wysiłku w zapewnienie w miarę dobrych warunków na drodze. Bardzo im za to dziękuję! 🙂 (oczywiście nie dotyczy to tych z okolicy Wojnicza)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.