Autostopowiczka

Jakiś czas temu często korzystałem z uprzejmości kierowców podwożacych mnie z podmiejskiej miejscowości do miasta. Jestem człowiekiem słusznych rozmiarów i nie zdarzyło się, aby usługę tę wykonał dla mnie zwykły szary obywatel naszego kraju. Zawsze był to jakis oryginał. Zdarzyło się jechać radiowozem z policjantem mającym za nic ograniczenia prędkości i inne przepisy, zdarzyło się też jechać ciężarówką, w której spod gumowej wycieraczki pod nogami wyzierał uciekający asfalt. Gdy jeżdżę sam w dłuższe trasy najczęściej decyduję się zabrać kogoś na doczepkę. Jak widzę chętnego to słucham podświadomości i jak nic nie piknie przeciw to gość ma podwózkę. I zwykle jest to właśnie jakiś oryginał.
Kilka dni temu również byłem w dłuższej trasie. Niedziela, szósta rano, deszcz pada, wiatr wieje chłodno. Środek lasu. Ponad pięć kilometrów od rogatek miasta, skąd zaczynają kursować autobusy komunikacji miejskiej. I widzę dziewczynę, która z daleka wydawało się że jest ubrana w suknię balową. Zapycha poboczem w stronę miasta. Sama. Gdy podjechałem bliżej okazało się, że to młoda i ładna dziewczyna ubrana w ślubną suknię! Hmmm, pogoda jak pod psem, a ona ma na sobie tylko te suknię i do tego jeszcze odkryte ramiona. Ewidentnie szła w kierunku miasta, a co dziwne nawet nie próbowała zatrzymywać stopa czy jakiegoś busa. Przez chwilę przebiegła mi przez myśl, czy nie zaproponować podwiezienia. Równie szybko błysnęło w głowie, że to zbyt dziwna pasażerka, nawet jak na mnie. Nie najlepiej zaczęło jej się małżeństwo, skoro w takim miejscu i czasie można ją było spotkać.

Dodaj komentarz